| Italianissima w Piemoncie - wyprawa enokulinarna - 14-22.05.2011 |
|
„Piemont to małe królestwo otoczone z trzech stron murem Alp, kraina pięknych wzgórz zwieńczonych zamkami i wieżami, małych renesansowych miasteczek, starożytnych szczepów winorośli i połyskujących w słońcu pól ryżu, twardych pełnych pasji ludzi produkujących szlachetne włoskie wina, wiodących szczęśliwe życie i przestrzegających starych obyczajów.” Marlena de Blasi
Ruszyliśmy więc do Piemontu...
Zatrzymaliśmy się w Agroturismo Cascina Monchiero w miasteczku Bra, gdzie serdecznie i smacznie ugościli nas Eugenio i jego żona Lucia. Do dziś wspominam colazioni (śniadania) z wyborem piemonckich serów i obowiązkowo z torta alle nocciole (ciasto z orzechów laskowych), długie wieczory przy wybornych piemonckich daniach, które przygotowała i o których z wielkim przejęciem opowiadała nam Lucia, a my nie śmieliśmy rozpocząć jedzenia, dopóki nie wysłuchaliśmy jej objaśnień…
Za radą naszej włoskiej przewodniczki próbowaliśmy także bicerin w słynnym, historycznym Caffe Fiorio. Il bicerin to specjalność tego regionu: czekolada, kawa i śmietanka bądź spienione mleko, tworzące trzy odrębne warstwy, podane w wysokich pucharkach.
Jeżeli chodzi o słodkości, byliśmy też w jednym z kolejnych dni naszego pobytu w cukierni w Albie. Na zapleczu pokazano nam cały proces produkcji pralinek i lokalnej specjalności pod nazwą albesi. Mnie najbardziej zaintrygowało pudło (!) z ziarnem kakaowca. Jak już dostałam jedno ziarenko do spróbowania, to nie mogłam opędzić się od myśli, że muszę zdobyć jeszcze kilka… No i udało się. Smak łupinki ziarna kakaowego jest absolutnie wyjątkowy:-) Przy okazji trzeba także wspomnieć, że Alba to siedziba firmy Ferrero znanej przede wszystkim z produkcji wspaniałego kremu czekoladowo-orzechowego zwanego Nutellą. Tajemnicą wszystkich tych słodkości jest wyjątkowe połączenie czekolady i masy z piemonckich orzechów laskowych, których smak nie ma sobie równych w całej Italii. Cukiernictwo piemonckie należy do czołówki światowej właśnie dzięki wykorzystaniu orzecha laskowego, którego plantacji jest tutaj mnóstwo.
Z Grinzane Cavour udajemy się do winnicy Monchiero, należącej do rodziny naszych gospodarzy, aby degustować ich wina, a następnie wybieramy się do małej octowni i całkiem dużej winnicy Gigi Rosso, gdzie również mamy możliwość degustacji.
Późnym popołudniem docieramy do rodzinnej winnicy But w Castiglione d’Asti prowadzonej przez Flavio Meistro. Wita nas sam Flavio z narzeczoną i jego Mama. Na ten wieczór przewidzieliśmy wspólne gotowanie bagna cauda, typowej piemonckiej potrawy o swoistym aromacie :-) Bagna cauda to gorący sos przyrządzany na bazie alici (anchois), dużej ilości czosnku oraz oliwy z oliwek. Sos ten podaje się w naczyniu z podgrzewaczem tak, aby stale utrzymywać wysoką temperaturę, ale nie wolno doprowadzać do wrzenia. W sosie macza się potem pieczywo i grillowane lub gotowane warzywa. Przygotowaliśmy i spróbowaliśmy: sos jest smaczny i bardzo sycący. Na deser Flavio podał ser – marzenie: moją ulubioną gorgonzolę. Ale jaką!!! Kremową, niezbyt ostrą, po prostu wspaniałą! Zjadłam jej, wstyd się przyznać, aż 3 kawałki. Zaopatrzeni w wino produkcji Flavia późnym wieczorem wróciliśmy do naszego włoskiego domu w Bra.
Po południu wracamy do naszego agriturismo w Bra i pomagamy Lucii przygotować kolację. W planie: torta di nocciola (ciasto orzechowe) oraz makaron. Do przygotowania ciasta orzechowego niezbędna jest mąka z orzechów laskowych, cukier i jajka. Wszystko należy wymieszać, wlać do tortownicy i wstawić do piekarnika na pół godziny. Już po 15 minutach w kuchni będzie się rozchodził przepiękny orzechowy zapach. Zrobione!
W drodze powrotnej trafiamy do malutkiego i malowniczego Barbaresco. I tu niespodzianka - około godziny 18.00 miasteczko jest całkowicie wyludnione. Przechadzając się zauważamy dziwne rzeźby i próbujemy zrozumieć intencję rzeźbiarza studiując jego manifest Im bardziej się przyglądamy licznym dziełom, tym mniej je rozumiemy i .. tym bardziej jest nam wesoło. Pora wracać do Bra.
Dzień 6
W drodze powrotnej jedziemy na plantację ryżu. Obszar uprawy jest ogromny - okazuje się, że właściciel przez dobrych kilkanaście lat skupował okoliczne tereny, aby móc założyć tę plantację. Zapoznajemy się też z procesem produkcji i selekcji ziaren ryżu i tu prym wiedzie nieco nieśmiała żona gospodarza. Następnie oglądamy całe jego gospodarstwo - hoduje też bydło rasy Charolaise, którego mięso podobne jest lepsze niż to z ”razza piemontese”. Pod wieczór, bardzo, bardzo już głodni :-) siadamy do kolacji. Na stół oczywiście jako primo piatto (pierwsze danie) wjeżdża risotto w dwóch wersjach. Ja oczywiście zapamiętałam to z serami. Potem secondo piatto, czyli pieczony kurczak z hodowli domowej. A na deser tort serowy. Objedzeni, jeszcze przez długi czas dyskutujemy z gospodarzem i jego żoną przy winie. A do domu wracamy każdy z paczuszką ryżu
Dzień 7 Tego dnia w Bra odbywa się cotygodniowy targ i nie możemy przepuścić takiej okazji, tym bardziej, że jesteśmy umówieni rano w siedzibie Slow Food w centrum miasta. Po krótkim informacyjnym spotkaniu z przedstawicielem Slow Foodu (to właśnie w Bra narodził się ten ruch), buszujemy wśród stoisk z warzywami, owocami, rybami, wędlinami i serami. Pomału szykujemy się do wyjazdu. Jeszcze tylko popołudniowy wypad na kolejną degustację wina w Montelupo Albese i aperitif w zaprzyjaźnionej Cascina Barac, no i krotki czas na zakupy w bogatej truflowej Albie…
|































